Wolontariat w Azji. Jak wygląda uczenie angielskiego w Tajlandii?

„I like to eat fried lie with chicken”
“Excuse me, fried what with chicken?”
“Lie. You know. Not noodles but lie”
“Ohhhh. Rice…”

Wolontariat w Tajlandii jako nauczyciel języka angielskiego to ciekawe doświadczenie. Tajska specyficzna wymowa, trudność z wymawianiem „r” lub końcówek słów to tylko część wyzwań, z jakimi się spotkałam (stąd słowo brzmiące jak „lie” może oznaczać rice, right, light i wiele innych… 🙂 ).

To doświadczenie dało mi jednak mnóstwo satysfakcji, wiedzy i wniosków. Jak ten wolontariat wyglądał w praktyce? 🙂

Wolontariat w Azji – uczenie angielskiego w Tajlandii

wolontariat w tajlandii

1. Wolontariat w Tajlandii – Organizacja

Wyjazd na wolontariat w Tajlandii zorganizowałam przez stronę workaway.info.  Chciałam znów doświadczyć czegoś innego niż podczas moich ostatnich wolontariatów w Rosji i w USA i postanowiłam udzielać lekcji angielskiego.

Znalezienie odpowiedniego hosta początkowo okazało się trudniejsze, niż myślałam. Wiele osób odpisywało mi, że minimalna długość pobytu to trzy miesiące. Ma to sens – w przypadku lekcji z dziećmi, mali uczniowie potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się do nowego nauczyciela. Jeśli zmienialiby się co miesiąc, trudniej przychodziłaby im nauka.

Więcej o organizacji wolontariatu przeczytaj tutaj: Jak wyjechać na wolontariat za granicą?Oprócz tego, teraz możesz poprosić swoją rodzinę lub znajomych, żeby kupili Ci dostęp do bazy wolontariatów zagranicznych w prezencie – więcej szczegółów w poście o najlepszych prezentach dla podróżników 🙂

Jeśli interesują Cię też inne miejca w Azji, zerknij na post Joli o wolontariacie w przedszkolu w Indonezji 🙂

2. Wolontariat w Tajlandii – Gdzie, co i jak?

wolontariat w tajlandii

W efekcie znalazłam ofertę szkoły językowej Brainstorm Nong Chang, która łączyła lekcje z dziećmi na żywo i z dorosłymi przez Skype. Chciałam zobaczyć tą „autentyczną” Tajlandię, z dala od turystycznych ścieżek, a jednocześnie nie chciałam jechać w tajski środek niczego. To miejsce spełniało oba kryteria – szkoła znajduje się w nieturystycznym rejonie Tajlandii – w prowincji Uthai Thani, oddalonej tylko o 3,5 godziny jazdy autobusem od Bangkoku.

Do szkoły językowej Brainstorm Nong Chang zostałam przyjęta na 4 tygodnie.

Po przylocie do Tajlandii przez trzy tygodnie podróżowaliśmy. Skupiliśmy się głównie na północy kraju – zobacz ten plan podróży po Tajlandii, by wiedzieć, które miejsca odwiedziłam. Po trzech tygodniach podróży dotarłam do Uthai Thani.

3. Pierwsze wrażenie

wolontariat w tajlandii

Pierwsze godziny na wolontariacie w Tajlandii były trudne. Wiele rzeczy odbiegało od mojego wyobrażenia. Spodziewałam się, że większość lekcji będę miała z dziećmi face-to-face, a niewiele – przez Skype. Okazało się, że będzie odwrotnie. Lekcje z dziećmi będę miała tylko dwa razy w tygodniu po półtorej godziny, a lekcje na Skype z dorosłymi – codziennie, 5-6 lekcji dziennie po 40 minut.

Standard zakwaterowania również odbiegał od moich oczekiwań. Nie spodziewałam się luksusu, ale pokój, w którym nie było nic poza cienkimi materacami na kafelkowej podłodze mimo wszystko mnie zaskoczył.

wolontariat w tajlandii

Brak ciepłej wody pod prysznicem, wiele groźnie brzmiących zasad wypisanych na drzwiach – „klimatyzacja dostępna tylko w czasie lekcji, zawsze zamykaj drzwi do pokojów, nie spłukuj papieru w toalecie…”

W dodatku, gdy przyjechałam inni wolontariusze mieli lekcje, a moja gospodyni – Fai po pokazaniu mi pokoju zniknęła. Czułam się zagubiona i rozczarowana całą sytuacją.

4. Drugie i ostateczne wrażenie

wolontariat w tajlandii

Pierwsze negatywne wrażenie zaczęło się jednak błyskawicznie zacierać. W miarę, jak kończyły się lekcje poznawałam innych wolontariuszy. Po zajęciach wszyscy usiedliśmy przy stole przed domem. Pong, nasz gospodarz momentalnie poczęstował mnie tajską whisky i zaczął uczyć imprezowych gier.

Tego wieczoru, kiedy w międzynarodowym towarzystwie, przy plastikowym kubku whisky rozmawialiśmy, śpiewaliśmy i wydawaliśmy z siebie dźwięki kurczaka – już wiedziałam, że jednak będzie dobrze… 🙂

wolontariat w tajlandii

Ludzie okazali się wspaniali – zarówno inni wolontariusze, jak i Fai i Pong. Zasady panujące w domu po chwili przyzwyczajenia się nie były już takie groźne. Lekcje na Skype z dorosłymi okazały się ciekawsze, niż zajęcia z dziećmi, pozwoliły mi nauczyć się mnóstwo o Tajach i Tajlandii. Zimny prysznic? A kto brałby ciepły przy temperaturach ponad 35 stopni… 🙂

5. Wolontariat w Tajlandii – Jak wyglądał mój dzień?

wolontariat w tajlandii

Każdego dnia rano czekał na nas plan lekcji na Skype na dany dzień. Lekcje na Skype odbywały się popołudniu. Zaczynały się około 15, a ostatnie zajęcia kończyły się o 22. Nie znaczy to, że każdy z nas pracował tyle godzin. W zależności od ilości wolontariuszy, każdy z nas miał od 4 do 7 lekcji po 40 minut.

Oprócz tego każdy z nas miał 1,5 godziny lekcji z dziećmi dwa razy w tygodniu. Fai przygotowywała nam materiały do lekcji i tłumaczyła, co robić. Osoby, które uczyły najmłodsze grupy przedszkolaków – prowadziły lekcje z pomocą Fai lub Ponga. Samemu byłoby niemożliwe zapanować nad tymi małymi potworkami… 🙂

wolontariat w tajlandii

Lekcje na Skype odbywały się w luźnej atmosferze. Każdy uczeń miał założony swój folder, w którym poprzedni wolontariusze prowadzili notatki z lekcji. Dzięki temu wiedziałam, jaki jest poziom danej osoby, czego oczekuje od lekcji i co przerabiała ostatnio. Wiele osób chciało poprawić swoje umiejętności konwersacji – z nimi rozmawiałam, jak ze znajomymi przy kawie. Niektórzy mieli konkretne potrzeby i braki. Wtedy, korzystając z materiałów online uzupełnialiśmy je.

wolontariat w tajlandii

Lekcje z dziećmi były szalone, zabawne i będę je wspominać z uśmiechem. Jednak lekcje na Skype z dorosłymi Tajami uważam za jedno z lepszych doświadczeń podczas mojego pobytu w Tajlandii. Dzięki rozmowom z nimi dowiedziałam się mnóstwo o nich, życiu w tym kraju. Na ich bazie powstał ten post: 10 faktów o Tajach i życiu w Tajlandii, o których nie miałeś pojęcia. Rozmawiałam z ludźmi w różnym wieku, z różnych środowisk i z różnymi doświadczeniami. Rewelacyjne i bezcenne doświadczenie.

wolontariat w tajlandii

Ponieważ lekcje odbywały się popołudniu, rano  mieliśmy czas dla siebie lub jechaliśmy na wycieczkę z Pongiem. Odwiedziliśmy nieznane wodospady, jaskinię, zdobywaliśmy szczyty, odwiedziliśmy niesamowitą szklaną świątynię w Uthai Thani, czy tak zwaną „małpią świątynię”. Piękne miejsca, których nie widział niemal żaden “zwykły turysta” przyjeżdżający do Tajlandii.

wolontariat w tajlandii
wolontariat w tajlandii

wolontariat w tajlandii

wolontariat w tajlandii

wolontariat w tajlandii

Na ostatni tydzień mojego wolontariatu szkoła przeniosła się w okolice Chiang Mai – do ośrodka Ban Bon Doi, który prowadzi mama Fai. Przenosiny miały zalety i wady.

Poziom zakwaterowania podskoczył o kilka poziomów – pierwszy ciepły prysznic po trzech tygodniach jest wspaniały, uwierz mi 🙂 Pierwsza noc w łóżku, a nie na materacu też 🙂 Wokół mieliśmy piękny ogród, w którym mogliśmy spędzać wolny czas, tropikalne owoce rosły na drzewach na wyciągnięcie ręki (ten jackfruit większy od mojej głowy!).

wolontariat w tajlandii

wolontariat w tajlandii

Przeprowadzka do Chiang Mai miała też wady – mieszkaliśmy kilkanaście minut jazdy autem od miasta. Jeśli naszła mnie ochota na batonika, czy dobrą kawę, musiałam wybrać się na bardzo długi spacer, ewentualnie Pong specjalnie wiózł nas do sklepu. W Chiang Mai nie mieliśmy lekcji z dziećmi – zostały tylko lekcje na Skype.

Chiang Mai to też punkt na trasie zwiedzania każdego turysty w Tajlandii, więc znałam już niektóre miejsca, które odwiedzaliśmy.  Chociaż są tak piękne, że bynajmniej nie przeszkadzało mi odwiedzenie ich ponownie 🙂

wolontariat w tajlandii

Obie części wolontariatu wspominam świetnie i tęsknię i za Nong Chang i za Ban Bon Doi. W Nong Chang było… swojsko 🙂 Łatwiej mi było poczuć się tam jak w domu, wszyscy troszczyliśmy się o to – dalekie od ideału, ale swoje miejsce. W Ban Bon Doi za to zaznaliśmy trochę tajskiego luksusu 🙂 Ale jednak przez cały czas czułam się tam mniej swobodnie.

Przez jakiś czas Brainstorm prowadził działalność i przyjmował wolontariuszy zarówno w Nong Chang, jak i w Chiang Mai, gdzie działalność przejęła siostra Fai. Obecnie z tego co wiem przenieśli się na stałe do Chiang Mai.

Wolontariat w Tajlandii – podsumowanie

wolontariat w tajlandii

To nie tajemnica, że gorąco polecam odbycie wolontariatu, niezależnie w jakim kraju jesteś 🙂 Pomagasz innym, przy okazji dowiadując się mnóstwo o życiu i ludziach w odwiedzanym kraju.

Uczenie Tajów angielskiego dało mi dużo satysfakcji. Znajomość języka obcego to ciągle duży atut w Tajlandii. Może pomóc ludziom zmienić wiele w życiu. Dzięki znajomości angielskiego być może zmienią pracę na lepszą, przełamią strach przed podróżami, zdobędą pewność siebie.

Ja dowiedziałam się mnóstwo o Tajlandii, zjadłam tyle pysznego jedzenia, że do końca życia będzie mi się śniło po nocy 🙂 Zdobyłam nowe, cenne znajomości, miałam okazję uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach z życia moich gospodarzy. Byłam pierwszą osobą z zagranicy, która zobaczyła ich nowonarodzoną córkę – Ka Jao. Dla takich niezapomnianych momentów warto podróżować, pomagać i nawiązywać przyjaźnie w podróży 🙂

wolontariat w tajlandii

Jeśli wybierasz się do Tajlandii, gorąco polecam odbycie tam wolontariatu. W szkole językowej Brainstorm, czy w innym miejscu – ale warto poznać, zasmakować, stać się częścią tajskiego życia. Nie zdziw się tylko, kiedy usłyszysz, że ktoś lubi jeść „fried lie with chicken”… 🙂

Jeśli planujesz wyjazd do Tajlandii, sprawdź inne posty z tego kraju:

A jeśli planujesz wyjazd na wolontariat, jeszcze raz zapraszam Cię do praktycznego poradnika – jak zorganizować wyjazd na wolontariat zagraniczny. Oprócz tego w kategorii wolontariaty poczytasz o innych doświadczeniach – moich i nie tylko 🙂

A jeśli spodobał Ci się ten post, użyj proszę przycisków poniżej i udostępnij go na Facebooku, Twitterze, czy Google+! Dzięki! 🙂

Check also