Wolontariat w Kambodży. Jak pracuje się w hotelu na rajskiej wyspie?

Jak może wiesz, mam na swoim koncie trzy wolontariaty zagraniczne. Pierwszy odbyłam na studiach w Rosji w Petersburgu, drugi na farmie w Kalifornii, USA, a trzeci ucząc dzieci i dorosłych angielskiego w Tajlandii. Chcę Ci jak najlepiej przybliżyć temat wolontariatów, więc zapraszam też innych blogerów i podróżników, żeby dzielili się z nami swoim doświadczeniem.

Dzisiaj Hania z bloga HiHa.pl, która odbyła wolontariat w Kambodży dzieli się z nami swoimi wrażeniami z pracy w hotelu na rajskiej wyspie.

Jak wyjechać na wolontariat za granicą?

Wolontariat w Kambodży w Azji

wolontariat w Kambodży - dżungla

Dlaczego zdecydowaliście się na wolontariat w Kambodży?

Wszystko zaczęło się od tego, że potrzebowaliśmy wakacji od naszych wakacji. Rok wcześniej, razem z Piotrkiem, moim mężem, wyruszyliśmy w autostopową podróż dookoła świata.

Już kilka razy po drodze zdarzyło nam się gdzieś po drodze zatrzymać (np. na zupełnie przypadkowym wolontariacie u misjonarzy w Kirgistanie, gdzie planowaliśmy tylko spędzić Boże Narodzenie, a zostaliśmy na miesiąc, gotując i organizując święta potrzebującym), a po bardzo intensywnych kilku miesiącach zwiedzania Azji Centralnej i Chin zamarzyła nam się… rutyna!

To musi być jeden z mniej typowych powodów poszukiwania wolontariatu w Azji 😉

Jak znaleźliście się w resorcie na rajskiej wyspie?

wolontariat w Kambodży na rajskiej wyspie

Nasz budżet nie przewidywał opłat za serwisy takie jak workaway, wwoof, czy housesitting, więc uzbroiłam się we wszystkie możliwe grupy tematyczne na Facebooku i na jednej z nich trafiłam na ofertę resortu na kambodżańskiej wyspie Koh Rong Samloem, gdzie czekały na nas wakaty barmanki i ogrodnika.

Wiele hoteli w tamtej okolicy potrzebuje pomocy anglojęzycznej. Pobuszowałam trochę w opiniach, porozmawiałam z pracownikami, żeby upewnić się, że ten nasz większość etatów dystrybuuje wśród miejscowych i nie będziemy nikomu odbierać pracy.

A że przy okazji – poza standardowym zakwaterowaniem i wyżywieniem za 5 godzin pracy dziennie – oferta obejmowała darmowe drinki i owoców, ile dusza zapragnie, to dodatkowy plus 😉

Czym się zajmowaliście na wolontariacie w Kambodży?

wolontariat w Kambodży

Obowiązki Piotrka przez 6 tygodni, które tam spędziliśmy ewoluowały od ogrodnika przez projektanta ogrodu po kierownika budowy. Przycinał, przesadzał, aranżował skalniaki, ukwiecał domki, karczował fragmenty ogrodu przejęte przez dżunglę oraz kładł fundamenty pod nowe wille.

Najczęściej zaczynał szaleć z taczką i sekatorem już o 5 rano, żeby na największe upały już móc się rozsiąść w barze na plaży pod wentylatorem.

Ja natomiast przede wszystkim zajmowałam się prowadzeniem owego baru na plaży. Czasami rano – wówczas kawa się lała i koktajle owocowe miksowały się jak szalone. Czasami wieczorem – zabawa była przednia, bo mogłam kompletnie puścić wodze fantazji i eksperymentować z recepturami kolorowych drinków.

Jako że bar był jednocześnie recepcją i restauracją, często też kelnerowałam i recepcjonistkowałam, przeprowadzałam inwentaryzacje i składałam zamówienia.

Z czasem zaczęłam dodatkowo zabierać gości na wycieczki po wyspie, od dżungli, przez snorkelling, po nocne obserwacje świecącego planktonu. Nie wiem, dla kogo to była większa frajda 🙂

Co robiliście po godzinach?

wolontariat w Kambodży - po godzinach

Pełna dowolność – po pracy mogliśmy być gośćmi resortu, korzystać ze sprzętu do snorkelowania, włóczyć się po plaży, czytać książkę.

Mogliśmy wraz z gośćmi wyskoczyć w jakieś ciekawe miejsce w okolicy. Jeżeli była organizowana wycieczka dla gości, jechaliśmy na nią za darmo. Mogliśmy do woli korzystać z resortowej kuchni (wiesz, jaką radość daje piec, porządna patelnia i lodówka, jak od roku gotujesz w menażce na palniku gazowym?!), pointegrować się z miejscowymi, albo kompletnie odciąć od świata.

Największe wyzwania wolontariatu w Kambodży?

wolontariat w Azji w Kambodży

Bezdyskusyjnie, największym wyzwaniem tej pracy był dla mnie khmernglish. Zorientowanie się, że zarówno kucharz, u którego składam zamówienia, jak i pokojówki, którym przekazuję życzenia gości, na wszystko reagujący uśmiechem wyrażającym pełnię zrozumienia i radosnym „OK!”, tak naprawdę znają po angielsku kilka słów i nie są to te słowa, których właśnie używałam, zajęło mi kilka dosyć frustrujących dni.

Odnalezienie się w środowisku pracy diametralnie innym od tego, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie było fantastyczną możliwością. Obejmowało nie tylko komunikację ze współpracownikami, ale też dopasowanie się do ich rytmu pracy i priorytetów. Przy tym, większość gości przyjeżdżała do nas z Zachodu i tutaj zaczynało się prawdziwe żonglowanie kulturami!

Dodatkowym utrudnieniem – jak to w Azji Południowo-Wschodniej – była lokalna fauna: pająk gigant pod deską klozetową, gekon za zasłonką, mrówki w klawiaturze. To wszystko nic w porównaniu z jaszczurką-niedoszłym samobójcą, która notorycznie właziła mi do blendera.

Całkiem przyjemnie kontemplowało się te trudy egzystencjalne, spoglądając na lagunę z hamaka na tarasie naszej prywatnej willi (!!!), jedząc dopiero co wyłowione ostrygi, a w dłoni trzymając zmrożoną piña coladę…

O autorce:

HiHa Hania

Hania – Lingwistka, backpackerka, śpioch. Pewnego dnia (z jednym Piotrkiem i dwoma plecakami) wyszła z domu i złapała stopa – od tego czasu jedzie na wschód, tak długo aż stał się zachodem, dogaduje się w językach, których nie zna, próbuje jedzenia, którego nie potrafi nazwać i tańczy do muzyki artystów ulicznych. Na jej blogu HiHa.pl znajdziesz przygodę, sarkazm, autostop, egzotykę, opowieść i jednorożce – wszystko pod jednym dachem, najczęściej namiotu.

Sprawdź ten post praktyczny o organizacji wyjazdu na wolontariat. A jeśli interesuje Cię więcej historii wolontariuszy, przeczytaj poniższe posty innych podróżników 🙂

A jeśli spodobał Ci się ten post, użyj przycisków poniżej i udostępnij go na Facebooku lub Twitterze. Dzięki! 🙂

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *